Stawka kapitacyjna i brak motywacji finansowej dla lekarzy za utrzymanie pacjentów w zdrowiu, za mało poradni oferujących opiekę koordynowaną – to, w ocenie ekspertów, bariery utrudniające dobrą opiekę nad chorymi z cukrzycą w podstawowej opiece zdrowotnej, podczas gdy dostęp do specjalisty diabetologa bywa utrudniony.
Wielkopolski konsultant wojewódzki w dziedzinie diabetologii dr hab. Andrzej Gawrecki poinformował „Puls Medycyny”, że w tym województwie dostęp do opieki w poradni diabetologicznej w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego jest utrudniony, może go nie mieć nawet 1 mln mieszkańców. O białych plamach w opiece diabetologicznej mówił też na naszych łamach konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii prof. Krzysztof Strojek.
Wymagać więcej od lekarzy POZ
Z taką oceną nie do końca zgadza się prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali i prezes Polskiego Towarzystwa Koordynowanej Ochrony Zdrowia oraz przewodniczący Rady Naczelnej Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów: – Trudno mówić o białych plamach w opiece diabetologicznej, skoro chorzy na cukrzycę są pod opieką lekarza POZ, ten otrzymuje finansowanie z NFZ (w modelu kapitacyjnym, niestety). To nie znaczy, że w zakresie opieki nad pacjentami z cukrzycą nie powinniśmy więcej wymagać od lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, szczególnie w obszarze opieki koordynowanej – powiedział „Pulsowi Medycyny”.
– Cukrzyca to choroba powszechna, cywilizacyjna, w podstawowej opiece zdrowotnej pracują lekarze specjaliści – ze specjalizacją z medycyny rodzinnej oraz chorób wewnętrznych. Powinni mieć zarówno kompetencje, jak i motywacje w ramach finansowania przez NFZ do prowadzenia pacjentów chorych na cukrzycę, najlepiej w modelu opieki koordynowanej przy wsparciu konsultantów diabetologów – dodał.
– Naszym celem nie powinno być rozwijanie coraz gęstszej sieci poradni diabetologicznych, tylko coraz lepsza opieka w POZ, z dostępnym w miarę szybko lekarzem diabetologiem, który będzie do konsultacji, a w wyjątkowych sytuacjach do leczenia. Moim zdaniem to w tę stronę powinno iść – ocenił z kolei Tomasz Zieliński, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Motywować lekarzy do utrzymania pacjentów w zdrowiu
– Warto wspomnieć, że opieka medyczna jest u nas mocno pofragmentowana, a polscy pacjenci odwiedzają lekarzy specjalistów – poza POZ – cztery razy częściej niż np. Amerykanie. My zlikwidowaliśmy kiedyś poradnie internistyczne jako specjalistyczne i stworzyliśmy niewspółpracujące ze sobą „silosy” POZ oraz AOS, podczas gdy ponad 80 proc. środków przeznaczamy na opiekę nad pacjentami z chorobami przewlekłymi, których mają najczęściej po kilka naraz – podkreślił prof. Fedorowski.
Kluczową sprawą jest jednak – jak ocenił – wprowadzenie narzędzi motywacyjnych dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, które będą sprzyjać utrzymywaniu pacjentów w jak najlepszym zdrowiu. – W efekcie będą premiowały za utrzymywanie pacjenta np. z cukrzycą właśnie poza ośrodkami bardziej specjalistycznymi, szczególnie poza szpitalami, czyli na tym pierwszym poziomie opieki, najlepiej jednak w modelu organizacji opieki koordynowanej – argumentował prof. Fedorowski.
Jak informowała niedawno „Puls Medycyny” prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej, opiekę koordynowaną świadczy obecnie niespełna 50 proc. placówek POZ i obejmuje ona 60 proc. populacji, zaś tempo zawierania nowych umów spadło. Nie jest też tajemnicą duże obciążenie pracą lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, zwłaszcza w sezonie infekcyjnym.
Brak pieniędzy na rozwój opieki koordynowanej?
– Państwo powinno zastanowić się, dlaczego nie ma opieki koordynowanej we wszystkich placówkach. Przyczyn jest oczywiście kilka, ale jedną z nich – którą definiujemy od dawna i od początku mówiliśmy, że to będzie problem – jest brak chęci współpracy z POZ lekarzy specjalistów z tych dziedzin, które są w opiece koordynowanej. Z różnych powodów: ktoś się boi, ktoś nie chce, ktoś ma daleko, inny za takie pieniądze, jak fundusz płaci, woli prywatnie przyjmować – komentuje wiceprezes Tomasz Zieliński.
– Choć Ministerstwo Zdrowia i NFZ od początku obiecywały, że coś zrobią, to tego nie robią. Moim zdaniem boją się, że jak to pójdzie szerzej, to trzeba będzie więcej płacić za opiekę koordynowaną, potrzebne będą na ten cel większe budżety. Lepiej nie ruszać, bo nie chcemy większych budżetów, prawda? W efekcie jednak za 3-5 lat będzie to drożej wszystko kosztować, bo gdybyśmy leczyli w POZ, to by było taniej. Mam wrażenie, że od dłuższego czasu nikt dalekosiężnie nie patrzy, tylko każdy patrzy „tu i teraz”, bo za 3-4 lata to ktoś inny będzie się martwił – dodaje.
Lekarzy POZ nie brakuje
– System jest pomimo wszystko tak skonstruowany, poprzez prostą stawkę kapitacyjną, że tej motywacji – w tym przypadku mam na myśli motywację finansową do utrzymywania pacjentów w jak najlepszym zdrowiu – niestety nie mamy. A przecież lekarzy POZ nam w tej chwili nie brakuje, co więcej – to jest obszar, który cieszy się sporym powodzeniem wśród młodych adeptów zawodu medycznego, bo nie ma dyżurów, nie ma pracy w weekendy i święta, a i zarobki są całkiem niezłe – więc jest to całkiem atrakcyjna dziedzina. W innych krajach niekoniecznie tak jest. Kłopot jest raczej z kadrą lekarzy chorób wewnętrznych, szczególnie młodego pokolenia, w szpitalach, gdzie trzeba dyżurować w nocy – wskazał prof. Fedorowski.
Źródło: www.pulsmedycyny.pl

