Nowe terapie w leczeniu cukrzycy

Robienie pakietów jest medialne, ale są prostsze rozwiązania. Jakie dla cukrzyków?
18 listopada 2014
Nowe dane statystyczne o cukrzycy
18 listopada 2014

Nowe terapie w leczeniu cukrzycy

O terapiach przyszłości w leczeniu cukrzycy, które dają nadzieję, rozmawiamy z prof. Edwardem Frankiem z Centralnego Szpitala Klinicznego MSW w Warszawie oraz Instytutu Medycyny Doświadczalnej PAN.

Barbara Jagas: Co nowego się pojawiło w cukrzycy typu 1?

Prof. Edward Franek: W terapii cukrzycy typu 1 dzieje się wiele ciekawego. W przeciwieństwie do cukrzycy typu 2, gdzie leczenie jest mało spektakularne… Główne kierunki metod leczniczych w cukrzycy typu 1 polegają na tym, aby dostarczyć choremu brakującą insulinę w sposób najbardziej fizjologiczny, czyli na przykład przeszczepiając mu trzustkę – na razie brzmi to jak bajka, ale w przyszłości może nawet trzustkę ludzką generowaną u zwierzęcia, np. u świń. Inny sposób to przeszczepy wysp trzustkowych od dawcy. Ta metoda daje jednak zadowalające efekty tylko u małej części chorych, a niestety u wszystkich chorych konieczne jest potem podawanie leków immunosupresyjnych, i to przez wiele lat. Przeszczepianie wysp trzustkowych nie zawsze też bywa bezpieczne, zdarzają się i zgony. Lepsze jest przeszczepienie całej trzustki – choć jest to trudniejsza operacja. Tak, co prawda, bardziej ryzykowna, ale za to efektywniejsza. Jeśli więc wszytko dobrze pójdzie i przeszczep trzustki nie zostanie odrzucony, to ten narząd będzie po prostu w całości działał. Pozostaje tylko problem leków immunosupresyjnych. Jednak badania i postęp w terapii idzie w tym kierunku, aby wygenerować u zwierzęcia, konkretnie u świni, narząd, który będzie można przeszczepić człowiekowi. To by było idealne rozwiązanie. Ale nie jest to też takie łatwe.

B.J.: Na czym to polega?

E.F.: Najpierw generuje się beztrzustkową świnię. Potem do płodu zwierzęcia, do niszy, gdzie powinna być trzustka, podaje się blastocystę z obcymi komórkami macierzystymi (innej świni). Ta blastocysta nie rozwija się w inną świnię, tylko w trzustkę. To brzmi dość prosto, ale w rzeczywistości jest bardzo skomplikowane. Jednak myślę, że prędzej czy później zacznie się przeszczepianie tych wygenerowanych u świń trzustek do organizmu człowieka.

B.J.: Jesteśmy na etapie eksperymentów?

E.F.: Tak, na razie tylko u zwierząt.

B.J.: To powiedzmy o nowoczesnych przeszczepach trzustki, które już się robi w Polsce.

E.F.: Problemem w przeszczepianiu trzustki jest to, że nigdy nie wiemy, czy nie zostanie odrzucona i często nie można tego sprawdzić, ponieważ biopsja tego narządu jest dość ryzykowna. Ale można trzustkę dawcy pobrać z dwunastnicą i zrobić zespolenie dwunastnic dawcy i biorcy. Potem można pobrać wycinek przeszczepionej dwunastnicy w trakcie endoskopii i „przenieść” wynik na trzustkę. Można w ten sposób zapobiec odrzucaniu lub leczyć je odpowiednio wcześnie, podając w porę leki immunosupresyjne w zwiększonych dawkach. Jest to rzeczywiście bardzo dobra metoda przeszczepienia trzustki. W Polsce robi to prof. Marek Durlik w Szpitalu MSW w Warszawie.

B.J.: A jakie widzi Pan ogólnie zalety i wady przeszczepów trzustki?

E.F.: Wada polega na tym, że zawsze jest jakieś ryzyko operacyjne. Druga sprawa to ostre lub przewlekłe odrzucanie przeszczepionego narządu. I trzecia sprawa – leki immunosupresyjne, choć niezbędne i pomocne, nie są przecież obojętne dla chorego, powodują bowiem nierzadko infekcje. A poza tym generalnie trzustka jest trudnym narządem do przeszczepu. To musi być naprawdę dobry ośrodek, a w nim doświadczeni chirurdzy, którzy mają dużo do czynienia z trzustką, by wszystko się udało. Natomiast niewątpliwą zaletą tej metody jest to, że chory przestaje mieć cukrzycę. Dlatego wspaniałą perspektywą, nieobarczoną ryzykiem odrzucenia trzustki, będzie możliwość przeszczepienia narządu wyhodowanego w zwierzęciu, o czym mówiłem wcześniej.

B.J.: A na czym polega działanie sztucznej trzustki?

E.F.: Jest to urządzenie podłączone do człowieka, które automatycznie reaguje na zmianę poziomu cukru w organizmie, a więc na przykład, kiedy u chorego wzrasta stężenie cukru we krwi, trzustka natychmiast wyrzuca insulinę, a kiedy spada, aparat zatrzymuje podawanie insuliny i podaje glukagon, który działa przeciwstawnie do insuliny, czyli powoduje, że nie ma hipoglikemii. Wydaje się, że te sztuczne trzustki są coraz doskonalsze… Bowiem nie działają wciąż tak jak własna trzustka

B.J.: Na czym polega terapia komórkami macierzystymi?

E.F.: Wykorzystanie komórek macierzystych polegać może na przykład na próbie stworzenia z nich komórek produkujących insulinę. Czyli rearanżuje się te komórki in vitro tak, aby przekształciły się z komórek macierzystych w komórki produkujące insulinę – nie w narząd, ale w komórki. W praktyce to jest tak, że pobiera się od człowieka komórki macierzyste, namnaża je, przekształca się w produkujące insulinę i podaje z powrotem do organizmu. I one tam sobie znajdują swoją niszę, zagnieżdżają się i produkują insulinę. Podanie jest łatwe, nie jest to inwazyjne, komórki są stosunkowo nieduże. Bo na przykład kłopot z przeszczepem wysp trzustkowych polega na tym, że wyspy są dość duże, mogą „zaczopować” naczynia krwionośne i doprowadzić do zakrzepicy. Dlatego przy przeszczepianiu wysp trzustkowych podaje się środki przeciwzakrzepowe, ale to z kolei może powodować krwawienie. Zastosowanie komórek macierzystych jest obarczone mniejszym ryzykiem powikłań.

B.J.: Rozumiem jednak, że metoda podawania komórek macierzystych to ciągle etap eksperymentu?

E.F.: Tak. Ale przeprowadzono już sporo badań, są liczne publikacje.

B.J.: A prof. Wiesław Jędrzejczak? Przecież to człowiek, który jest znany z tego, że przeszczepia komórki macierzyste i to już od wielu lat. Sama kiedyś pisałam o „pięknie krwi pępowinowej” po rozmowie z profesorem. I chyba to miało miejsce ze dwadzieścia lat temu, jak wrócił do Polski.

E.F.: Właśnie chcę o tym powiedzieć… Kolejna metoda, czy grupa metod, polega na tym, aby zatrzymać chorobę z autoagresji. Po pierwsze, można podać leki immunosupresyjne – u osób ze świeżo rozpoznaną cukrzycą. Ale leki immunosupresyjne mają objawy uboczne, a po drugie – jak się odstawi te leki, to cukrzyca znowu wybucha. Inna metoda polega na przeszczepieniu komórek macierzystych z krwi obwodowej po immunoablacji szpiku i to właśnie robi prof. Jędrzejczak. To się robi nie po to, aby powstały komórki produkujące insulinę, ale po to, aby wyeliminować stary układ immunologiczny, który jest skierowany przeciwko trzustce, i zastąpić go nowym, tzw. naiwnym, czyli niemodulowanym immunologicznie. Ale ma też swoje wady, jak wszystko. Bo procedura jest również inwazyjna – ponieważ trzeba „zabić” ten stary szpik. A drugą wadą jest to, że zastąpienie układu immunologicznego nowym eliminuje te klony interaktywnych limfocytów, które niszczą trzustkę i zatrzymuje proces niszczenia, ale człowiek staje się od strony immunologicznej jak noworodek – tzn. nie ma on odporności na różne choroby. Trzeba np. przejść na nowo cały cykl szczepień.

B.J.: Wygląda na to, że nie ma idealnej metody.

E.F.: I pewnie jeszcze długo nie będzie… Ale niestety tak często jest zwłaszcza w chorobach przewlekłych – leczenie nie zastępuje zdrowia. To jest taka łatanina. Lata się i łata, ale to nie powoduje, że człowiek wraca do pełnego zdrowia.

B.J.: Czyli – jak na razie – nie ma w leczeniu cukrzycy, nawet na etapie eksperymentów, nadziei na całkowite wyleczenie z tej choroby?

E.F.: W tej chwili nie… Ale są nowe pomysły. Kończąc jeszcze kwestię przeszczepów komórek macierzystych krwi obwodowej – otóż prof. Jędrzejczak chce przeszczepić cały szpik, czyli nie tylko komórki macierzyste krwi obwodowej, ale własny szpik chorego. Jest szansa , że to będzie bardziej efektywne. I te badania właśnie będą prowadzone, mają ruszyć w przyszłym roku…

B.J.: Czy omówił już Pan wszystkie eksperymentalne metody leczenia cukrzycy?

E.F.: Jeszcze nie powiedziałem o jednej, która jest pochodna w stosunku do omówionych. Chodzi o podawanie komórek limfocytów T-regulatorowych; to są komórki, które regulują odporność. To robi prof. Trzonkowski z Gdańska. Metoda podobna nieco do omówionych powyżej, ale jest bardziej bezpieczna; choć trochę mniej efektywna.

B.J.: Na czym to polega?

E.F.: Pobiera się krew, izoluje się komórki T-regulatorowe i namnaża się je in vitro, po czym podaje do organizmu. One modulują odporność, czyli „przyhamowują” proces autoimmunologiczny. Efektywność tego zabiegu wygasa po jakimś czasie, także trzeba go prawdopodobnie powtarzać. Jest to jakaś kolejna opcja terapeutyczna. Natomiast, jak już mówiliśmy, prawdziwego zdrowia żadna z tych metod nie daje. Bo każda z nich ma swoje wady – objawy uboczne, problemy z efektywnością, dużo kosztuje. Tak że nie sądzę, żeby w najbliższym czasie te metody rozwiązały problem cukrzycy typu 1 i wyeliminowały tę chorobę. Na pewno nie będą stosowane w sposób masowy – choćby z uwagi na koszty. Tak że – jak na razie – zostaje nam u większości chorych insulina… Ale to wszystko jest bardzo ciekawe – m.in. dlatego że człowiek zaczyna się bawić w Stwórcę…

Żródło: Medexpress.pl z dnia 14.11.2014

« Strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *